Już pierwsze metry biegu pokazały wyraźnie podział na trzy grupy:
Sprinterzy – zniknęli z pola widzenia szybciej niż darmowe pączki na stołówce.
Realistyczni biegacze – utrzymywali tempo „dam radę, ale po co się spieszyć”.
Filozofowie – już po 200 metrach zastanawiali się nad sensem życia, edukacji i biegania w ogóle.
Na szczęście wszyscy uczestnicy – szybciej lub wolniej, z uśmiechem lub ostatkiem sił – szczęśliwie dotarli do mety.
Na trasie ogromną rolę odegrali kibice, bez których to wydarzenie nie miałoby aż takiego uroku. Uzbrojeni w transparenty, okrzyki i nieograniczone pokłady ironii, wspierali zawodników na każdym kroku. Niektórzy kibice wykazali się też kreatywnością, oferując „mentalne skróty trasy” i doping
w kilku językach, co idealnie wpisało się w międzynarodowy charakter wydarzenia.
Całe wydarzenie było nie tylko okazją do aktywności fizycznej, ale też świetnym przykładem integracji – dokładnie takiej, jaką promuje program Erasmus. Wspólna zabawa, współpraca, wzajemne wsparcie pokazały, że razem można więcej… nawet jeśli chodzi tylko o przebiegnięcie kilku kilometrów bez utraty przytomności.
Na koniec warto podkreślić, że Bieg Erasmusa doskonale wpisuje się w standardy programu: promuje aktywność, współpracę międzykulturową oraz rozwój osobisty (zwłaszcza świadomość własnych ograniczeń). Jednocześnie odzwierciedla wartości Unii Europejskiej – solidarność, jedność
w różnorodności oraz wzajemne wsparcie, nawet wtedy, gdy ktoś biegnie tempem spacerowym.
Podsumowując: było śmiesznie, było sportowo, było europejsko. A za rok… wystartujemy znowu !